Recenzja Philips LatteGo 5000 i spotkania przy kawie

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Lubią się jednak spotykać, na przykład przy filiżance dobrej kawy. Ekspres Philips LatteGo 5000 dał okazję do takich spotkań dwójce naszych copywriterów – Klaudii i Maćkowi. Jakie wrażenia przyniosło korzystanie z urządzania parzącego latte z aksamitną pianką?

Klaudia: Piątek to taki specyficzny dzień, kiedy z jednej strony uruchamia Ci się wewnętrzny tryb oszczędzania baterii, a z drugiej Twój poziom energii wzrasta na myśl o zbliżającym się weekendzie. Właśnie w jeden z takich dni pojawił się w naszym biurze Philips LatteGo 5000 i wpasował się idealnie w panujący klimat. Nie mogliśmy się wręcz doczekać, aby przetestować jego możliwości i przy okazji podładować swoje akumulatory.

Maciek uchodzi w naszym biurze ze największego kawosza – potrafi wypić kilka kubków dziennie i słynie z tego, że nigdy nie odmawia kolejnego. Było więc oczywiste, że to właśnie on zostanie jednym z testerów ekspresu. Potrzebny był natomiast jeszcze ktoś, kto doceni jasną stronę kawy, a nie będzie wzdrygał się na myśl o takiej profanacji. Dlatego do Maćka dołączyła Klaudia – miłośniczka idealnej pianki, nie tylko w cukiernictwie. I to właśnie oni podzielą się swoimi wrażeniami ze spotkań przy ekspresie. Czy kawa z Philips LatteGo 5000 rozbudziła, czy ostudziła ich entuzjazm (nie tylko do pracy)?

Design, czyli uwodzenie nie tylko zapachem

Maciek: W pudełku, prócz samego ekspresu Philips i komponentów do zamontowania, znaleźliśmy zestaw dokumentów (różne warianty instrukcji obsługi i montażu, karty gwarancyjne), a także kilka tajemniczych z początku dodatków. Była to niewielka tubka, pędzelek oraz mały pasek papieru. Okazało się, że w tubce znajduje się smar do jednostki zaparzającej, który nakłada się przy użyciu pędzelka. Pasek to z kolei papierek lakmusowy, z którego skorzystaliśmy, gdy ekspres zaczął już pracować.

Mówi się, że większość mężczyzn to wzrokowcy, a jednocześnie, że gdy w grę wchodzi technologia, wyżej niż wygląd stawiają efektywność. Sprawności działania ekspresu Philips LatteGo 5000 na tym etapie nie dane mi jeszcze było poznać, ale już kusił swoim eleganckim designem. Przyznam, że nawet na niepracujące w danej chwili urządzenie przyjemnie się patrzy. Lustrzane, metaliczne elementy, połączone z czernią plastiku, już od początku przyciągały wzrok i zachęcały do jak najprędszego zaparzenia sobie filiżanki kawy. Ale najpierw trzeba było ekspres zmontować.

Montaż i instalacja, czyli podążając za aromatyczną obietnicą

K: Moja niecierpliwa natura wyrwała Maćka z kontemplacji piękna ekspresu. Fakt, niewątpliwa uroda Philips LatteGo przyciągała i moje spojrzenia dość skutecznie. Chciałam się już jednak przekonać, czy –zgodnie z obietnicą producenta – faktycznie w końcu dane mi będzie skosztować idealnego cappuciono, w poza kawiarnianych warunkach. W przeciwieństwie do mojego kolegi, nie jestem bowiem miłośniczką małej czarnej, dużej zresztą też nie. Dotychczas jednak ekspresy automatyczne, z których przyszło mi pić białe kawy, nie zadowalały mnie sposobem spieniania mleka.

Przedtem jednak trzeba było złożyć i uruchomić ekspres. W tym celu skorzystaliśmy z dodatkowej, skróconej i obrazkowej instrukcji montażu. Cała procedura zamknęła się w 26 krokach i okazała się wyjątkowo intuicyjna. Obyło się więc bez większego główkowania i w trochę ponad godzinę pierwsze filiżanki były już wypełnione brunatną cieczą. Większość komponentów ekspresu znajdowała się od początku na swoim miejscu. Instalacji wymagał wyłącznie filtr do zbiornika z wodą oraz pojemnik na mleko. Pierwsze użycie wymagało jednak „zahartowanie” urządzenia, dlatego jeszcze przez kolejne cztery wykonane kawy musieliśmy obejść się smakiem.

Spersonalizowana filiżanka

Chociaż tak bardzo wyczekiwaliśmy efektów pracy Philips LatteGo 5000, to nie mogłam oprzeć się jeszcze chęci sprawdzenia funkcji, jakie ekspres ma do zaoferowania. W końcu przed każdą konfrontacją warto poznać możliwości drugiej strony. Mocnym punktem tej, naprzeciw której przyszło mi stanąć z filiżanką, jest personalizacja przygotowywanych napojów. Co to zapewnia w praktyce? Możliwość całkowicie automatycznego zaparzania sześciu rodzajów kaw, ale według własnych preferencji. A to oznacza z kolei, że w domowych warunkach możesz rozpieszczać podniebienie profesjonalnie przygotowaną kawą.

Philips LatteGo 5000 daje Ci więc możliwość dostosowania temperatury napoju, objętości espresso (w tym wypadku nie warto przeciągać struny, żeby nie przepalić esencji), ilości zaparzanej kawy, wody oraz spienianego lub podgrzewanego mleka. Ekspres dodatkowo, za sprawą funkcji MEMO, zapamiętuje Twoje ustawienia, dzięki czemu każdego kolejnego poranka możesz cieszyć się równie zbalansowaną porcją kofeiny, podaną w tej samej konfiguracji co uprzednio. A ponieważ jestem miłośniczką ustawień indywidualnych, ekspres zdobywa niewątpliwie dużego plusa.


 

Nie chciałam jednak dopuścić do momentu, kiedy mój kolega po piórze ziewa ze znudzenia, dlatego po wstępnym zapoznaniu się z ekspresem, nie pozostało nam już nic innego, jak tylko przejść do degustacji.

Czarny chleb i czarna kawa

M: No dobrze, chleba nie było, najwyżej jakieś słodycze. Ponieważ nie gustuję w kawach z mlekiem, przygotowywałem sobie najczęściej niesłodzone czarną oraz americano. Pokusiłem się także o mocniejsze uderzenie, którym było espresso. Każdy rodzaj kawy można sobie wybrać za pomocą przycisku Menu i listy Drinks. Łącznie dostępnych jest sześć wariantów: czarne – espresso, americano, klasyczna duża czarna; białe – cappuccino, latte macchiato, cafe au lait.

Smak napoju, który trafiał do filiżanki lub kubka, zależał pewnie w dużej mierze od doboru kawy. Ważny był jednak także stopień zmielenia ziaren. I tu właśnie ekspres Philips miał okazję się wykazać, pomagając uzyskiwać kwaskowato-gorzki smak. Wystarczy otworzyć część przeznaczoną na kawę, zdjąć plastikową pokrywę i korzystając z pokrętła ustawić jeden z pięciu dostępnych stopni mielenia. Do pracy biorą się ceramiczne młynki, mieląc ziarna do odpowiedniej grubości.

 

 

Warto dodać, że w ekspresie Philips jest też dozownik na kawę już zmieloną, co zwiększa nasz wachlarz dostępnych opcji smakowych. Innym dobrym rozwiązaniem jest wspomniana zdejmowalna pokrywa. Nie tylko stanowi dodatkowe zabezpieczenie pokrętła czy jednostki zaparzającej, ale także chroni ziarna przed zwietrzeniem i utratą aromatu.

Ptasie mleczko i aksamitna pianka

K: Ciemnej mocy czarnej kawy przyszło teraz dodać szczyptę subtelności. Napoje kawowe ze spienionym mlekiem to zazwyczaj niemałe wyzwanie dla ekspresów automatycznych. Jak z tym zadaniem poradził sobie ekspres Philips? O tym za chwilę. Na początek uznałam, że do testu mojego ulubionego cappuccino dobrym kompanem będzie ptasie mleczko. I to nie tylko dlatego, że jest po prostu pyszne i słodkie. Chodzi o to, żeby pianka w kawie była jednocześnie zwarta i aksamitna, jak w czekoladce. Dotychczas jednak spotykałam się raczej z lekko wstrząśniętym i zmieszanym mlekiem w białych kawach, zamiast z puszystym obłoczkiem unoszącym się lekko na wierzchu filiżanki.


 

System spieniania mleka w Philips LatteGo 5000 składa się ze zgrabnego pojemnika z pokrywką. Aby uzyskać wspominane cappuccino, należy podpiąć pojemniczek do dyszy z parą wodną. Po wyborze odpowiedniego napoju mleko zostaje automatycznie spienione w wyniku „wirowania” strumienia powietrza. Sam system mleczny jest bardzo wygodny w użyciu, a co najważniejsze – w czyszczeniu również. Wystarczy odpiąć pojemnik i umyć go pod bieżącą wodą lub w zmywarce. Można go również przechowywać w lodówce. Jego prostota zapewnia lepszą higienę. Brak różnych wąskich rurek, sprawia, że bardzo łatwo jest doczyścić cały pojemnik z zalegającego kożuszka. 

Nie ma jednak co przedłużać, czas na werdykt. Ustawiłam odpowiednie (dla siebie) proporcje esencji do mleka i z ogromną ciekawością – oraz odrobiną nadziei – oczekiwałam rezultatu. Te kilkadziesiąt sekund, podczas których zaparza się kawa, dłużyły mi się bezlitośnie. Chociaż szczerze mówiąc, już w trakcie całego procesu widziałam, że jest naprawdę bardzo dobrze.

Co najbardziej mnie zaskoczyło, to to, że pianka wyszła idealnie gładka, całkowicie bez pęcherzyków powietrza. Była gęsta, a przy tym delikatna. Można było wyjadać ją łyżeczką i rozpływała się pod językiem. W połączeniu z mocnym espresso stworzyła doskonałą kompozycję silnego charakteru i subtelnego wnętrza, niczym czekolada i pianka w ptasim mleczku. To nie jest tylko plus ekspresu, to jego prawdziwy as, który naprawdę zbliża Philips LatteGo 5000 do profesjonalnego sprzętu baristów.


 

Żeby parzyło się lepiej

M: Na smak kawy wpływ ma także czysta woda. Dlatego ekspres Philips LatteGo 5000 wyposażony jest w filtr AquaClean, który pozwala zrobić aż do 5 tysięcy kaw bez potrzeby odkamieniania sprzętu. Tu wierzymy na słowo, gdyż pomimo naszych kofeinowych apetytów i regularnych odwiedzin ekspresu nie osiągnęliśmy jeszcze tej imponującej liczby (swoją drogą, ekspres poinformuje nas ile filtrów zostało założonych). A skoro pojawił się już temat usuwania kamienia…


 

Pamiętacie ten papierek, o którym była mowa wcześniej? Otóż do zestawu został dołączony po to, by zmierzyć nim twardość wody. Po zanurzeniu paska w zbiorniczku i sprawdzeniu poziomu zabarwienia, za pomocą przycisków wprowadziliśmy informację o stopniu twardości. Im jest on wyższy, tym szybciej w ekspresie pojawi się kamień. Odpowiednio zaprogramowane urządzenie samo powiadomi nas teraz o konieczności usunięcia osadu. Z filtrem AquaClean i dostępną w firmie miękką wodą (dwa z czterech kwadracików zabarwione na czerwono) nie stanie się to tak szybko.

Łyżeczka dziegciu w filiżance, czyli na co można zwrócić uwagę

Ekspres dostarczył nam sporo kofeinowej radości, aż nam serduszka biją szybciej. Trzeba jednak przyznać, że urządzenie lepiej sprawdzałoby się w warunkach domowych aniżeli biurowych, gdzie zapotrzebowanie na kawę jest większe. Ziarna i woda, które starczyłyby spokojnie na kilka dni przy jednej – dwóch filiżankach na dobę, w firmie znikały błyskawicznie. Pojemnik na fusy jest również dość niewielkich rozmiarów, więc ekspres często domagał się opróżnienia. Do tego robił to nie po zakończeniu parzenia, tylko gdy chciało się przygotować kolejną kawę, serwując spragnionym zonka.

Zdarzało się też, że choć zbiorniczek na wodę był jeszcze częściowo pełny, ekspres uznawał, że został opróżniony i sygnalizował konieczność uzupełnienia płynu. Można dociekać, że to pesymistycznie nastawienie do świata i traktowania pojemnika jako do połowy pustego. Bardziej realistycznie pasuje jednak przyjąć, że doszło do zapowietrzenia urządzenia. Rozwiązanie jest tu na szczęście dość proste. Wystarczy umieścić naczynie pod dozownikiem gorącej wody i usunąć powietrze klikając przycisk OK.

Ekspres zaprojektowano dla bardziej typowych filiżanek i kubków. Posiadacze garnuszków o specyficznych kształtach (jak np. głowa lisa) czy rozmiarach zbliżonych do pokaźnego kufla obejdą się tu smakiem. Ewentualnie zdecydują się skorzystać z naczynia o standardowych kształtach i wymiarach. Przygotowana w ekspresie Philips LatteGo 5000 kawa warta jest jednak takiej zamiany.

Dlaczego spotkania przy Philips LatteGo 5000 były tak miłe

K: Spotkania przy ekspresie były miłe nie tylko dlatego, że mogliśmy z Maćkiem porozmawiać z dala od firmowego rozgardiaszu. Tutaj główną rolę odegrał Philips LatteGo 5000, który dzięki pysznej kawie, sprawił, że mogliśmy poczuć się jak w kawiarni. A to wszystko dlatego, że:

  • pozwala na przygotowanie aż sześciu rodzajów kaw, które można parzyć według własnych upodobań,
  • posiada system spieniania mleka LatteGo, który zapewnia aksamitnie gładką piankę, a także jest najszybszy w czyszczeniu,
  • ceramiczne młynki są precyzyjne i mielą kawę zgodnie z jednym z wybranych spośród pięciu stopni grubości,
  • wykorzystywana w nim woda staje się czystsza dzięki filtrowi AquaClean.
     

 

Odkryj samodzielnie zalety ekspresu Philips LatteGo5000 dzięki ofercie al.to